BUNT DWULATKA!!! Próba sił?

Bunt dwulatka i bunt nastolatka to „dwa najważniejsze okresy, w których dzieci mogą stać się sobą w relacji z innymi“ mówi Jesper Juul. „Dwulatek nie występuje swoim zachowaniem przeciw rodzicom i nie ma intencji by przysparzać problemów, chce tylko POCZUĆ SWĄ ODRĘBNOŚĆ i KSZTAŁTOWAĆ SWĄ NIEZALEŻNOŚĆ.“

Małe dziecko ma za sobą czas całkowitej zależności od rodzica, jest karmione, przewijane, kładzione spać, wyprowadzane na spacer, zabawiane… Gdy ma około dwóch lat zaczyna się czas, gdy samo sięga po wiele rzeczy, swobodniej i skuteczniej komunikuje czego chce, a czego nie.

Nas – rodziców na początku nawet bawi asertywność dzieci. Bawi tak długo, jak długo nie staje w sprzeczności z nami i nie wywołuje w nas uczuć o trudnym do przyjęcia ładunku. Nasze maleństwo, nasza kruszynka w swoim istnieniu wymagała od nas, do tej pory, rezygnacji z naszych potrzeb, nawet tak podstawowych jak odpoczynek, swoboda, sen… bo od momentu przyjścia na świat była zdane na całkowitą naszą opiekę. Dla nas dorosłych był to czas pełen poświęcenia i rezygnacji z siebie.

Tak bardzo spragnieni jesteśmy współpracy ze strony dziecka, oddechu i cieszenia się następnym okresem w życiu rodziny, a stajemy wobec buntu. Nawet jeśli się go spodziewamy to i tak nie wiemy co nam przyniesie. Nie rozumiemy intensywności dziecięcego NIE, bo przecież my tak nie robimy, nie mówimy stanowczo NIE naszemu dziecku.

My tłumaczymy. Staramy się spokojnie. I tego samego byśmy chcieli od dziecka. A ono dopiero jest na pierwszym etapie: poznaje siebie, sprawdza jak mu z tym, czego doświadcza i jego wyraźne NIE jest tego przejawem.

Dla nas byłoby łatwiej, gdyby już umiało powiedzieć w sposób spokojny i dojrzały, bo nie mamy siły udźwignąć ciągłego, mocnego NIE. Mówimy: nie wiem co robić, jak ono tak może – ja dla niego wszystko, a on mi tak odpłaca?, czuję bezsilność, bezradność, więcej nie dam rady. Nie wiem co robić!

A nasze dziecko, rozsmakowuje się w mocy, którą czuje po raz pierwszy w swym życiu. I najbardziej pragnie tego, by rodzic mu w tym towarzyszył. By rozumiał jak wiele emocji, zupełnie nowych, wypełnia to małe ciałko, jak tworzą się pierwsze dylematy – czy posłusznie podążać za rodzicem czy wyrażać swą odmienność w danej kwestii.

Ono chce usłyszeć: „widzę, że to dla Ciebie ważne“ zamiast „oj, to nic takiego“. „Zabolało Cię?” zamiast „to przecież wcale tak mocno nie boli, z resztą zaraz Ci przejdzie.”

Chce byśmy usłyszeli jego NIE – jako ważny element jego stawania się sobą, komunikowania siebie i swoich potrzeb.

 I nie chodzi tu o to, by zgadzać się na każde NIE dziecka.

Chodzi o często najtrudniejszą dla nas rzecz: potraktowanie NIE na poważnie, zobaczenie z czym to dziecko jest, co stoi za jego wyraźnym NIE, nazwaniem tego i co najistotniejsze wyrażeniem naszego zdania z szacunkiem dla zdania dziecka. Bo jeśli nie będziemy widzieć co jest za tym NIE, to będziemy za jakiś czas słyszeć nagminne: „bo Ty nic nie rozumiesz“, które jak sztylet przeszywa serce rodzica.

Mówmy naszym dwulatkom: „NIE zgadzam się na rzucanie jedzenia“ zamiast „tak nie wolno“ czy „tak się nie robi“.

Mówmy: „widzę, że chcesz jeszcze oglądać bajkę, ale ja chcę żebyśmy teraz szli spać. Chętnie przeczytam Ci bajkę do snu“ zamiast „nie potrzebnie ci pozwoliłam na oglądanie, wiedziałam, że nie powinnam“, czy „wszystkie dzieci teraz śpią“.

Wyrażajmy wprost nasz komunikat i przyjmujmy bardzo jasne komunikaty naszych dwulatków. Bo język osobisty – ja chcę, ja nie chcę, ja lubię, ja nie lubię ma ogromną moc dla poznawania wzajemnych granic dzieci i rodziców. Czas na język społeczny, grzecznościowy jeszcze przyjdzie.

Nasze dzieci nie wiedzą gdzie są nasze granice – potrzebują się tego dowiedzieć czyli zobaczyć jak reagujemy w wielu różnych sytuacjach – na ich poznanie mają pięć pierwszych lat swojego życia. My również jako rodzice potrzebujemy poznać granice naszego dziecka i pomóc mu je komunikować, by wiedziało co czuje i dlaczego oraz by potrafiło odnaleźć się w puszczy życia – najpierw rodzinnego, później rówieśniczego i w końcu dorosłego.

 Ja, jako dziecko nie mogłam mówić NIE w wielu sytuacjach, bo taka była rzeczywistość społeczna i taki był trend wychowania, dzieci i ryby głosu nie miały.

 Dziś chcemy, by nasze dzieci miały głos, by odmawiały, by dbały o siebie w relacji z innymi. Do tego potrzebują nas i naszych rodzinnych sytuacji jako pola do uczenia się siebie i innych, do codziennego treningu.

 Jesper Juul bardzo zachęca byśmy uczyli się od dzieci. Niech ten czas, gdy one uczą się mówić NIE będzie i dla nas czasem do przyjrzenia się naszemu NIE i naszej umiejętności przyjmowania i wyrażania NIE.

 Ten okres to szansa na usamodzielnianie się dziecka i na odzyskiwanie przestrzeni dla swoich osobistych potrzeb.

 Moja starsza córka ma dziś 17 lat. Pamiętam gdy miała 2, a ja nie dźwigałam jej buntu. Widziałam go jako zamach na mnie. Ja byłam grzeczną dziewczynką i chyba oczekiwałam tego od mojej córki. Jak dobrze, że ona była bardzo zdeterminowana do wyrażania swego jestestwa, że nie dała się złamać moim zakodowanym stereotypom społecznego postępowania. Był to bolesny czas dla nas obu. Stawałam przed ścianą milion razy. Kochałam ją najbardziej na świecie, a momentami ogarniała mnie wściekłość jakiej nigdy wcześniej nie czułam, po czym zalewała mnie i pogrążała w rozpaczy i beznadziejności fala poczucia winy.

 Dziś moja córka wie jak bardzo nieumiejętnie wtedy ją prowadziłam przez życie. Przeprosiłam ją i podziękowałam, bo dzięki niej zaczęłam drogę do poznawania siebie i bycia dla moich dzieci i z moimi dziećmi. Młodsze rodzeństwo bardzo skorzystało na pierwszeństwie starszej siostry w uczeniu mnie jak być matką.

Dziś moja córka dla śmiechu i powrotu do buntu dwulatka mówi mi NIE – tak po prostu, w różnych momentach dnia. NIEJ Bo dojrzewanie jest kontynuacją buntu dwulatka – to kolejny etap do dorosłości i samodzielności w separacji od rodziców.

 …dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania  inspirowane.                      Wkrótce o buncie nastolatka 🙂

Kornelia  🙂