Co odkryłam za „nie mam czasu”?

Dziś wspominam jak przed laty, gdy urobiona po pachy, zabarykadowana za ścianą zadań, odcięta brakiem czasu, chcąc pogodzić wszystkie domowe i zawodowe obowiązki, chcąc zadbać o rodzinę, przyjaciół, uczniów, ich rodziców, o pracowników słyszałam od męża mojego: „zadbaj najpierw o siebie. Jak zadbasz o siebie, to lepiej zadbasz o innych. Wszyscy na tym skorzystają. Jak ciebie nie będzie, to nie będzie miał kto o nich zadbać”.

O jakże głucha byłam wówczas na te podpowiedzi. Nie umiałam przewartościować swoich przekonań.

Dziś, widzę tamtą rację. Dziś, widzę jak bardzo skrywałam się za licznymi zadaniami wypełniającymi mój dzień. Z jaką dumą powtarzałam kolejnej osobie, bliskiej i dalszej: „oj, nie wiem czy dam radę zmieścić kolejne spotkanie”. Dziś, każde spotkanie jest moim wyborem, jest pewnym świętem, wartością, jest ważne i wypełnione całym potrzebnym mu czasem.

Dziś, jak słyszę narzekania uporczywe: „wiesz, bo ja najpierw muszę odebrać jednego, potem drugiego, a potem jeszcze kolejna sprawa i kolejna wyprawa, kiedy ja wreszcie sobie odpuszczę, już jestem po czasie…” Myślę sobie: „za co się tak każesz? Co chcesz sobie udowodnić? Od czego sam odwracasz swą uwagę? Z czym nie chcesz się zmierzyć?

Czy przyjmujesz swoje codzienne zadania z przyjemnością i wdzięcznością czy z narzekaniem? Czy za narzekaniem jest brak umiejętności zarządzania swym czasem, który to wystarczy uzupełnić. Czy może nie chcesz już trwać w zadaniach swoich, obowiązkach w ten sposób ustawianych i opierasz się zmianie?

Dziś, gdy zdarzają się momenty wypełnione aktywnościami, które mnie atakują, przygniatają, odbierają radość i wprawiają w pośpiech to myślę: O ho! Kornelia!!! O co ci chodzi? Co się dzieje?

Przecież to Ja, a nie ktoś inny jest odpowiedzialny za dobór moich zadań. Czy zburzę, czy zadbam o równowagę między sobą a światem zewnętrznym? Czy pozwolę sobie na odetchnięcie, na wyluzowanie? Czy wcisnę się w ciąg niechętnych mi zadań.

Bądźmy uczciwi wobec siebie! wobec innych!

Coraz częściej w rozmowach, zwłaszcza z kobietami, mam chęć odwrócić przykazanie: będziesz miłował… bliźniego swego jak siebie samego. Róbmy dla siebie co najmniej tyle i w takiej jakości jak dla innych. Bądźmy dla siebie tak wyrozumiali jak czasami dla przypadkowych osób. Odpuśćmy surowość skierowaną w siebie. Bądźmy dla siebie ważni, wyrozumiali, pełni miłości. Uwierzmy, że nie musimy stać na straży każdej czynności w naszym zasięgu, a często i daleko poza nim. Zaufajmy innym, zaufajmy, że sobie poradzą. Niech będzie w tym prosta prawda, bez ściemy, bez usprawiedliwiań.

Za każdym „nie mam czasu” odkryłam brak dbałości o siebie, o swoje wybory. Tak, brak świadomego wybierania, brak wybierania w równowadze ze sobą, ze światem. Odkryłam ucieczkę przed podejmowaniem decyzji, tych łatwych dotyczących drobiazgów i tych trudnych związanych z dużymi zmianami osobistymi czy zawodowymi. Odkryłam ucieczkę przed konfrontacją, przed konsekwencjami.

Za każdym „nie mam czasu” odkryłam przestrzeń, a w niej zarówno ogromne możliwości, jak i potężne blokady, które trzymały jak w kleszczach te właśnie możliwości, nie pozwalając się do nich zbliżyć, skorzystać z nich, urzeczywistnić.

Widzę często, ukryte za brakiem czasu, fałszywe przekonanie o własnej wartości. Bo jak nie mamy czasu to znaczy, że jesteśmy potrzebni, ważni… a co zostaje z nas po latach pomijania siebie i swoich potrzeb?- często zaniedbana, pusta, zużyta, smutna skorupa. Nie ma w nas wówczas radości. Nie ma energii. Bo sami sobie, naszym „nie mam czasu” odbieramy powietrze do wypełnienia płuc radością, fajnością, przyjemnością. Odmawiamy ich siebie, rodzinie, przez dni, tygodnie, miesiące, lata a potem chcemy nadrobić stracony czas w chwilę, najwyżej dwie.

Gdzie tu równowaga?

Tak, za każdym „nie mam czasu” odkrywam brak równowagi, w sobie i relacji z innymi. Brak równowagi pomiędzy tym, czego pragnę a tym, co powinnam. Brak równowagi pomiędzy ilością zadań a ich wartością.

Odkryłam również wiele przekonań, które fałszywie kształtują nie tylko moje życie. Tak powszechnie powtarzane: „Jestem wartościowy tylko wtedy kiedy mam dużo pracy.” „Jestem wartościowy jeśli podejmę się i sprostam wszystkim zadaniom i nie odrzucę żadnego, jeśli wszystko zrobię od razu.”

Trochę czasu, warsztatów, terapii zajęło mi by spotkać się z sobą, by odrzucić przekonanie, że nie jestem wartościowa wtedy, kiedy odmawiam, że dobrze jest mieć wolny czas i wiedzieć jak go zagospodarować. Być blisko siebie, być sama z sobą – było jedną z najtrudniejszych rzeczy, z którymi przyszło mi się zmierzyć – być z sobą, w ciszy, w harmonii, w spokoju, akceptacji, zrozumieniu. Najpierw dla samej siebie! Nie egoistycznie, ale prawdziwie. Od czasu, gdy taką siebie znalazłam, a może odnalazłam, odzyskałam z pęt wychowania, społecznych stereotypów zapisanych doświadczeniami życia to często mówię: MAM CZAS!

Mogę nie mieć ochoty. Mogę chcieć zrobić coś innego. Mogę wybrać inną aktywność, inne spotkanie, ale MAM CZAS.

Niech „nie mam czasu” nie będzie naszą pułapką – przepastnym workiem bez dna, który możemy ładować aż go rozsadzi… złość, frustracja, choroba, lęki czy natręctwa. Niech „nie mam czasu” będzie Waszym przewodnikiem do „mam czas i mam siebie”.

Dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane.                Kornelia 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *