Kryzys wieku średniego? Prawda? Zabobon? Konieczność? Wyzwolenie?

…Obiecany wgląd w kobiecy cykl wieku 42 – 49,… czyli o metamorfozie, autentyczności, sile i pojawieniu się strażniczki.

Myślałam kiedyś, że kryzys jest wrogiem, niepożądanym obcym, który wkrada się by zburzyć porządek misternie układany, czasami długimi latami. Że jest karą za zaniechania wobec siebie, rodziny, przyjaciół, pracy. Pamiętam ogromne fale poczucia winy zalewające mnie jak tsunami, gdy spóźniona wpadałam do domu, rozpędzona pracą i wyhamować musiałam brutalnie, przed czytaniem dzieciom bajki na dobranoc. Pod głosem pozornie pełnym spokoju, który miał wnieść ukojenie w chwilę zwieńczającą dzień pełen wrażeń, krył się pośpiech i niecierpliwość. Bo dla mnie ten dzień pracy jeszcze się nie kończył. Albo, gdy tuląc dzieci w gorączce, odwoływałam kolejne spotkania i uruchamiałam rezerwy sił by tryby zawodowe nie zatraciły rytmu.

Dziś kryzys jest dla mnie zapowiedzią, że coś się zdezaktualizowało, że musi zostać zweryfikowane i na nowo przybrane w wartości i hierarchię …  

Pierwszy raz ujrzałam za kryzysem coś więcej, gdy córeczka moja, maleńka jeszcze, przychodziła do mnie ze słowami: „mamo, mam kryzys.” „Chodź, przytulimy go” odpowiadałam, bo wiedziałam już wtedy, że za tym wezwaniem stała jej głęboka potrzeba.

Gdy zaczęłam lekturę rozdziału ósmego Wielkiej „Księgi życia kobiety” Joan Borysenko, Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, dedykowanemu temu cyklowi życia, jak na życzenie moje pojawiło się wyjaśnienie, że charakterystyczny dla tego czasu „kryzys niesie ze sobą pytania, o których do tej pory nie myślałyśmy, bo byłyśmy zbyt zajęte”.

Kim jesteśmy? Jaki jest sens i cel życia? Czym jest szczęście? Czy warto? Jak wiele warto?

Od pewnego czasu miałam w sobie tyle pytań, jedno goniło drugie, następne wynikało z poprzedniego. Przestałam robić to, co potrafiłam najlepiej – obierać cel i działać. Jakaś niewidzialna siła wewnątrz mnie wciąż stawiała te pytania. Przeklinałam je upatrując w nich źródła lenistwa nagle objawionego, niechcianego. Przeklinałam je, bo burzyły mój porządek rzeczy. Ja lubiłam wiedzieć, mieć kontrolę. Byłam mistrzynią w przewidywaniu różnych następstw, a tu te pytania nieustające o sens, o wartość… tak wybijające ze schematu działania.

Obłęd jakiś – myślałam.

Dziś, po lekturze „Księgi…” wiem, że te pytania są nieodłącznym elementem kobiety i choć wnoszą w ten etap życia ogromne zagubienie, to nie są oznaką obłędu lecz drogą w głąb siebie, drogą niezwykle trudną.

Dziś nadal mam wiele znaków zapytania. Mam jednak i odpowiedzi, i coraz więcej ich odnajduję. Bo przetasowuję swoje życie. Odkrywam je na nowo.

Podążam za tym, o czym pisze Borysenko. A mówi ona, że na przestrzeni lat kobieta starała się wykorzystać, we wszystkich swych relacjach to, co najlepsze w niej samej i w innych. U progu wieku średniego przyszedł czas by zweryfikowała ona swe działania, by zachowała te, które jej służą, by wymieniła te, które tego wymagają. I jeśli do tej pory w swym życiu miewała wątpliwości, to po metamorfozie ma ich zdecydowanie mniej, jeśli w ogóle…

Rodzi się w niej autentyczność, z siłą o jaką się nie podejrzewała. Rodzi się w niej Strażniczka. Po latach walki o rodzinę, związek, dzieci, relacje, awanse, pracę, karierę… wreszcie może, bez wyrzutów, walczyć o siebie, o poglądy, o to w co wierzy.

„Zanim to się wydarzy, zanim kobieta zacznie korzystać z pełnej mocy i intuicji, która nadciąga w służbie jej samej i ludzkości, musi ona zmierzyć się z licznymi wątpliwości, podważyć siebie i sens życia” co może wprowadzić ją chwilowo w „zakręt życiowy” czy „bycie na krawędzi”.

Kobiety domowe w tym czasie chcą uwolnić się od troszczenia się i dbania o innych. Pragną odzyskać swoje życie, kierować nim, odnaleźć siebie. Cierpią bo lata wyrzeczeń i działań na rzecz rodziny, które często nie niosły proporcjonalnego uznania. Gniew i rozpacz nagromadzone przez lata nie znajdują już usprawiedliwienia, wyciekają, nie mieszczą się. Kobieta nie chce dłużej godzić się już tylko na służbę innym bo nadchodzi wyjątkowy czas – jej czas – czas kobiety w wieku średnim, świadomej, pięknej, dojrzałej, pewnej siebie, odważnej, to czas na zaistnienie w swojej – najbardziej swojej skórze. Teraz kobieta może mieć siebie na swoją miarę.

Kobiety pracujące według Levinsona mają nadzieję, że praca będzie źródłem satysfakcji, przyjemności, że pozwoli im wykazać się kreatywnością i zaangażować się społecznie na rzecz „ludzkości” , że będzie miała sens, a nie będzie ciągłą rywalizacją.

Przypomina mi się moja droga. Moje od lat mówienie: nie chce rywalizacji, miałam jej dość, chcę radości i sensu. Zupełnie nie rozumiałam co mi podpowiadała moja intuicja. Nie miałam jeszcze odwagi działać wbrew społecznym standardom, przeciw aktualnym schematom. A dusza moja kobieca tak się do tego rwała. Dziś myślę, że byłam swym największym wrogiem, swym największym przeciwnikiem i najtwardszą przeszkoda.

Menopauza, słowo tak nagle wkraczające w rzeczywistość kobiety 42 – 49, jest dla Borysenko „ …jakby drugim okresem dojrzewania, inicjacją w drugą połowę życia, która może stać się okresem największej siły, witalności i spełnienia.” W okresie dojrzewania zyskujemy zdolność do bycia matkami teraz do „matkowania” światu, to czas odrodzenia życia seksualnego, zmysłowości. Mitem jest utrata atutów kobiecości.

Jednocześnie ten czas tuż po czterdziestce, tuż przed menopauzą jest czasem gdy „kobiety najsilniej czują się wyobcowane ze swego ciała. Ważne jest to, żeby zdać sobie sprawę, że przez dwa albo trzy lata ciało kobiety pozostaje w dysharmonii z własnymi procesami chemicznymi.”

Kluczowa jest nasza postawa wobec tych zmian, nasze podejście do siebie w tym czasie, nasze zrozumienie i wsparcie siebie samej. Tak długo wspierałyśmy innych – mężów, partnerów, dzieci na każdym etapie ich życia, przyjaciół. Potrafimy to robić. Zaopiekujmy się sobą w tym okresie naszej przemiany. Bądźmy głosem miłości. Pozwólmy sobie przeżyć ten czas, by na nowo narodzić się w pełni swego jestestwa, w pełni swej kobiecości i pełni swych możliwości.

Niech ten czas już nas nie przeraża. Niech nie wpędza w lęki czy depresję, tak chętnie temu okresowi przypisywaną. Głowa do góry drogie Strażniczki, pierś do przodu, pewność siebie w serce, uśmiech na twarz i w świat… A świat przed nami…

Dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane. A „Księgę życia kobiety” znajdziecie tu: http://www.gwp.pl/. A ja wkrótce przybliżę Wam kolejny cykl życia kobiety. Może 35 – 42.

🙂  Kornelia

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *