O talentach darowanych. O talentach odbieranych.

 

 

Brałam ostatnio udział w grze szkoleniowej, w której miałam prosić o talenty, te których zawsze pragnęłam, a którymi mnie nie obdarzono. Wybrana spośród uczestników osoba mogła mnie, na moją prośbę, tym talentem obdarzyć… lub mi odmówić. Mogłam prosić o dowolną liczbę talentów.

Reakcje uczestników były różne. Niektórzy pospieszyli by zawalczyć o swój Talent, zdążyć przed innymi, mieć szansę na dostanie ich więcej. I tacy, co przyglądali się najpierw, by ośmielić się w swych prośbach, czy też dokonać w sobie rozrachunku w swoich pragnieniach. Byli i tacy, co to od razu wiedzieli, jakich talentów potrzebują i do czego im one posłużą, co zmienią w ich życiu.

Prośby były różne i głębokie, i powierzchowne, i przemyślane, i wyszukane na prędce na potrzebę ćwiczenia… Nie każdy ubiegający się o talent go otrzymywał a kryteria przyznawania nie były nam znane.

Stałam blisko tych o talenty walczących. Przyglądałam się i przysłuchiwałam uważnie z pewną fascynacją. Na moich oczach rozgrywała się gra o talenta. Waleczność. Determinacja. Kreatywność. Prośba. Groźba. Perswazja. Argumentowanie. Błaganie. Szukanie skutecznego uzasadnienia. Powracanie z prośbą o inny, kolejny talent. Odrzucenie. Darowanie. Radość. Triumf. Porażka. Tak wiele się wydarzało.

A ja stojąc tam i obserwując scenę rozgrywającą się na oczach moich, szukałam w sobie talentów, o które miałam poprosić. Nie znajdowałam. Pustka targała mną. Wewnętrzny, krytyczny głos podpowiadał, że chcę poprosić o coś błyskotliwego, takiego och i ach! Albo, że pycha we mnie musi być przepastna skoro nie ma we mnie choć jednego talentu, o który mogę zawalczyć. A może odrzucenia się boję? – zastanawiałam się.

Stałam pochłonięta myślami trudnymi i obserwowałam, i analizowałam. Racjonalizowałam te natrętne, uderzające we mnie. I starałam się dostrzec głos mojej prawdy.

Całą chwilę trwające ćwiczenie dobiegło końca. Ja bez talentu zdobytego, uproszonego czułam się dziwnie dobrze, bez żalu, bez złości, bez straty. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że trudno mi było odszukać pożądane talenty, trudno mi było wygrzebać je z odmętów świadomych i podświadomych bo nie potrzebowałam ich, bo nie chciałam ich tak po prostu dostać. Nie chciałam komuś powierzać losu mojego i moich talentów.

Kolejna myśl okazała się dla mnie jeszcze bardziej zaskakująca w swojej śmiałości. Ja nie proszę o dodatkowe talenty ponieważ wszystkie mi potrzebne, już mam. Jestem kompletna. Przyszłam na świat obdarowana ich ilością nieskończoną. To ode mnie zależy, które rozwinę, które wykorzystam, którym nadam energię sprawczą, natchnę sercem swoim.

Potrzebuję tylko je odkryć. Uwierzyć. Przyjąć. Nie zaprzeczać im. Nie zakłócać ich bycia i rozwijania się we mnie. Potrzebuję dowiedzieć się, które talenty z arsenału mego chcę odkryć i z których korzystać.

Poczujemy swoją kompletność, pełność, obfitość. Nie biadolmy, że inni mają a my nie. Nie czekajmy aż będzie nam dane. Sięgajmy sami, bierzmy, prośmy, odkrywajmy, korzystajmy, wysycajmy i delektujmy się i talentami naszymi i działaniami, i dziękujemy…

Świąt pełnych talentów Wam życzę!!! 

Dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane.                                   Kornelia  🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *