O zmęczeniu, które powala nas na kolana i odbiera radość i sens życia!

Nadciąga dyskretnie.

Przejmuje twe myśli nie dopuszczając wytchnienia. Niezauważalnie prawie. Pod przykrywką zmęczenia, pod wymówką stresu, za zasłoną problemów.

Odbiera Ci po kawałeczku: czas wolny, rozsądek, zdolność myślenia i sprawnego działania. I spokój. Spokój!!! Ci odbiera. Zostawia z niczym. Z pasji pozostają strzępki. Książki piętrzą się czekając na swój czas, który jakimś sposobem nie nadchodzi. Obietnice regularnych ćwiczeń, z dbałością przygotowanych posiłków stopniowo tracą statut: do realizacji. A ono jeszcze nie uderza. Jeszcze nie!

Doskwiera tylko kolejnej warstwie nas i w nas. Dopada apetyt, wzmagając go lub nas go pozbawiając… i sen dopada… zakłóca go, nie dając zasnąć i wybudzając natłokiem myśli – tak trochę po północy. O tak – to najpotężniejszy sygnał, konkretny, wyraźny. Liczy na nasze opamiętanie. Zanim opadniemy z sił, pozbawimy się woli walki, poddamy bezsilności, stracimy sens naszego działania i …

Wypalenie!!!

Wypalenie? Niedoceniane! Myślimy, że mocni jesteśmy. Twardzi. Co nas nie zabije to nas wzmocni.

A wypalenie zabija. Każdą radość – macierzyńską, rodzinną, zawodową. Każdą wolną chwilę. Każde działanie. Powoli, jak ruszająca lokomotywa, wysysa zdrowy rozsądek, inicjatywę i rozwiązania. A potem pędzi i pędzi i toczy się koło za kołem, a my w środku nie zauważamy, że zatracamy siebie, zainteresowanie i cierpliwość dla bliskich, że patrzymy na bliski nam niegdyś świat wąskim tunelem, w którym obok nas nie ma prawdy, uczuć tylko strumień oczekiwań.

Latami, możemy pędzić, tłumacząc się, że skoro tyle czasu dawaliśmy radę to i jeszcze trochę damy… do kolejnego zakrętu, projektu, auta, domu, wakacji, kontraktu, też prośby, przysługi – zadań z pozoru błahych.

Aż zabraknie mocy, paliwa, zasilenia.

Rozpędzona lokomotywa miażdży nas i nasze życie. Poganiana, popędzana bez przeglądów, troski, odpoczynku. Pęka, pozostawiając zgliszcza i wrak człowieka sukcesu – zdzwionego, zaskoczonego, niedowierzającego. A i wówczas część z nas pyta: ale dlaczego? Co się stało? Choroba? Jaka?

Wypalenie! Czasami chorobą uderza, czasami depresją, skrajnym zmęczeniem, czasami czeluścią braku sensu, czasami samotnością… bo oprócz siebie, swojego rozsądku zgubiliśmy po drodze ludzi nam bliższych i dalszych…

Jak to się stało? Kto i dlaczego nam to zrobił? Kto nas wypaleniem zaatakował?

My sami!

Zaprosiliśmy a raczej zapraszaliśmy je stopniowo, dzień po dniu, zadanie po zadaniu i nadgodzinę po nadgodzinie, weekend po weekendzie. Pozwalaliśmy wypaleniu rozgościć się w nas każdą podjętą wbrew sobie decyzją, kolejną zarwaną nocą, presją i ambicją, i intensywnością ponad miarę. Pychą, że mogę więcej niż inni.

Zaniedbywaliśmy pojedyncze, delikatne początkowo sygnały, kiedy nie wołały jeszcze rozpaczliwie o rozwagę i rozsądek, o uświadomienie życiowego maratonu.

A jak to się stało? Co nas wypala? Co wypala nasze codzienne, życiowe zasoby?

Życie wbrew sobie.

Działanie poza wartościami. Funkcjonowanie w obszarach, gdzie zmuszać musimy się do robienia rzeczy, które nam nie pasują. Zgadzanie się na kolejne aktywności zamiast wybierania. Krzywdzenie siebie, gdy raz po raz zgadzamy się, nie potrafiąc powiedzieć NIE.

A wszystko to, bez świadomości, że tak właśnie jest, że tak właśnie robimy.

Ostatnio często mówi się o depresji w szkole, o wypaleniu uczniów, o skrajnym zmęczeniu. Uczeń często spędza w szkole 6-8 godzin. Jeśli to czas, gdy większość zadań i wymagań płynie z presji, narzucenia bez możliwości dopasowania choć w części do siebie to wypalenie tuz tuż. niewiarygodne w tym wieku…

Czasy ewoluowały, są wynikiem wszystkich zebranych przez nas doświadczeń. Nie jest temu nikt winny. Taka kolej naszego życia, naszej cywilizacji. Potrzebujemy może tylko trochę otwartości na zmiany i uważności na siebie w tych zmianach.

Co nas może uratować? Uchronić?

Dalajlama nazywa to: higieną emocjonalną. Ruch mindfullness: uważnością. Pojawia się w rozwiązaniach termin: świadomość i akceptacja. Tak proste? Świadomość? Akceptacja?

Akceptacja, o którą dziś trudno, gdyż kontrolować pragniemy, uchronić, ominąć… trudne sytuacje, wybory, przykre relacje.

Świadomość, okazuje się być kluczem, punktem wyjścia, szansą na poznanie siebie i tego, co dla nas, a nie dla innych, ważne i dobre.

Sprawdź czy zapraszasz wypalenie do siebie.

Jak to zrobić?

Przyjrzyj się pojedynczemu dniu Twojego życia. Sprawdź czy masz czas na posiłek, na odpoczynek, na kawałek dla siebie – może spacer, kawa z gazetą, rozmowa z przyjacielem, cierpliwość i radość rozmowy z dzieckiem, wspólnego czasu z książką. Czy relacje partnerskie są napięte brakami czy wspierają zrozumieniem i serdecznością.

Wszystkie powyżej, dla przykładu wymienione, systematycznie pielęgnowane, zasilane uwagą, nie wymagają ani czasu, ani energii. Chwila już je karmi. A one w odpowiedzi karmią nas. Są jak pitstopy podczas Formuły 1 – zasilają, wspierają, wzmacniają. Są naszym wentylem bezpieczeństwa. Przystanią. Profilaktyką wypalenia i smutnego, bezbarwnego życia.

Recepta jest prosta.

Krok 1. Świadomość- wiem co się ze mną dzieje.

Krok 2. Świadomość tego, co to dla mnie znaczy.

Krok 3. Świadomość, że mogę chcieć inaczej.

Krok 4. Świadomość, że mam wybór.

I nawet jeśli w danym momencie podejmujemy decyzję o działaniach nam niesprzyjających to sama świadomość naszej własnej decyzji zasila nas i wzmacnia, a kroki ponownie rozważane mogą przynieść nowe, niespodziewane rozwiązanie. Dla nas!!! Ku naszemu spokojowi, zadowoleniu, satysfakcji i radości, która potężnym motorem jest życiowym.

Dbajmy o siebie. Bądźmy dla siebie najważniejsi. Mówmy TAK – gdy czujemy tak. Mówmy NIE – gdy czujemy nie. I żyjmy… dla Siebie i dla innych, w tej właśnie kolejności. Nie z egoizmu lecz z miłości…

Dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane.

Kornelia 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *