POLUZUJ KUCYK !!!

„Oj, Poluzuj kucyk”- mówiono mi, choć go nie miałam, skrupulatnie układając włosy co dnia. Dziś, z węzełkiem frywolnie upiętym na czubku głowy nikt mi już nie podpowiada by go poluzować. Może dlatego, że znalazłam spokój, równowagę i przysłowiowy luz.

 Znalazłam, gdy przestałam szukać. Gdy przestałam pilnować każdego szczegółu, zabezpieczać się na każdą ewentualność. Gdy zaufałam sobie, światu, innym. Gdy zaakceptowałam to, czego zmienić nie mogę i wzięłam odpowiedzialność za wszystko to, co zmienić mogę. Droga wiodła mnie przez sukcesy i porażki, triumfy i klęski, radości i rozpacze, niezdecydowanie i determinację – czasem nawet upór. Przez różne role, relacje, współpracę i konflikty, przez zwątpienie i nadzieję.

 Najtrudniej było mi z własnymi przekonaniami i nawykami. Nie dawały się łatwo porzucić ani zamienić, nawet wówczas gdy pewna byłam, że się nie sprawdzają i mi nie służą. Wiele razy musiałam spotkać się ze sobą w najtrudniejszej prawdzie, gdzie nie mogłam już szukać usprawiedliwień, wyjaśnień, tłumaczeń.

 Ocaliła mnie i doprowadziła do miejsca, w którym jestem – ufność w człowieka, ufność we mnie samą, a także refleksja i ogromna determinacja w szukaniu tego, co dla mnie ważne.

 Pamiętam jak pracując kiedyś na terapii na metaforze – potężnym narzędziu, do którego chętnie wrócę osobnym tematem, rysowaliśmy siebie jako zwierzęta. Ja powstałam jako lwica – opiekuńcza, dbająca o stado, zapewniająca, zabezpieczająca, polująca, czuwająca. Zapragnęłam wówczas zostać papugą. Symboliczną papugą.

 Zapragnęłam skupiać się na sobie, najpierw na sobie i nie przejmować się przy tym zbytnio zdaniem czy postawą innych. Chciałam być widoczną, kolorową. Bez zawstydzenia czy skrępowania pokazywać światu mój świat. Dzielić się zdaniem, doświadczeniem, wiedzą bez obawy przed oceną, bez napięcia ograniczającego, bez przekonań i założeń, które powstrzymywały mnie tak bardzo, tak długo.

 Chciałam mówić o tym, co dla mnie ważne, a papuga, w moim odczuciu to uosabiała. Uparcie, jak mantrę powtarzając to, co ważne dla niej w danej chwili, czerpiąc z tego radość.

 I szukałam dalej, rozwiązań na sukces w komunikacji, na partnerstwo w związku, na czyste relacje z dziećmi – nieobciążone, sprawiedliwe, na szacunek w klasie. Mierzyłam się ze zmorą oceniania i spustoszenia, które sieje ono w każdym obszarze, zostawiając zgliszcza pełne poniżenia, zwątpienia, bezsensu, upodlenia.

 Bałam się być „nie dość dobrą”. Wciąż myślałam jak być tam, gdzie mnie jeszcze nie było. Mieć to, czego jeszcze nie miałam, wiedzieć, zrobić, osiągnąć… Wówczas jeszcze nie potrafiłam dostrzec wartości wszystkiego co mam.

 Przełomowym momentem było uświadomienie sobie, że oceniam, w każdej chwili, siebie na tle innych, podważając swoją wartość, umniejszając sobie boleśnie.

 Jeszcze ważniejszym momentem było zrozumienie, że innych też oceniam, odbierając im prawo do inności, indywidualności. Ta myśl zatrzymała mnie. Okrutnie zburzyła moje własne przekonanie o byciu tolerancyjną, pełną akceptacji. Oceniałam innych oburzając się na ich zachowania, naciski i niesprawiedliwości. Narzekałam i ubolewałam nic nie robiąc! Nakręcałam się, wpadając raz w niższość raz w wyższość. Po żadnej ze stron nie było mi dobrze.

 Aż pozwoliłam sobie dnia pewnego na zmierzenie się z tym co odczuwałam, z tym co myślałam i robiłam. Olśnienie wypełniło mnie zrozumieniem. Gdy oceniam wszystko idzie w próżnię, brak zmian, pętla czasu, powtórka jak w „Dniu Świstaka”. Gdy nie oceniam, akceptuję, rozumiem, toleruję inność drugiego człowieka, jego postawę, wybory. Nie muszę się zgadzać. Nie muszę popierać.

 Trach! Gdy spirala oceniania przerwana, wyłania się przestrzeń. Jawi się możliwościami, które dopiero teraz mogą zaistnieć. Tak, teraz mogę wziąć odpowiedzialność za moje myśli, moje reakcje.

 Dziś już nawet nie muszę sprawdzać czy oceniam – teraz czuję i akceptuję całą sobą, że każdy ma swą prawdę, swoje wybory, swoją odpowiedzialność.

 Ja znalazłam siebie! Swój spokój, harmonię, pewność siebie, wielobarwność papugi i wolność faceta, za którą tęskniłam zagubiona w kobiecości i macierzyństwie. Możecie wrócić do tego tekstu tu: http://kornelia.ksekulski.pl/blog/2016/09/02/o-tym-dlaczego-chcialam-zostac-wolnym-facetem/

 Odnalazłam liczne zasoby, którymi mogę obdarzać, wymieniać się i dzielić, wcześniej zakleszczone w ocenie, dziś wolne i dostępne. Z każdym dniem żyję coraz bardziej w spójności ze sobą i światem. Tego też Wam życzę, by każdy z Was znalazł swoją i tylko swoją drogę do spokoju, do spójności…

 Tyle lat zastanawiałam się czym jest spokój? Jak go osiągnąć? Jak go poczuć? Czy jest to możliwe? Otóż tak! Jest to możliwe. Sprawdziłam. Uczucie, które wyzwoliłam okazało się potężniejsze niż myślałam…

 Dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane. Ankoo, Tobie dziękuję za: „poluzuj kucyk”.

 🙂 Kornelia

 Dodatkowo, dla zaciekawionych wpis o akceptacji bez ale http://kornelia.ksekulski.pl/blog/2016/10/21/akceptacja-bez-ale/

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *