Portret Kobiety w wieku 35 – 42.

…czyli o tym co pogrąża i odradza kobietę.

„Kobiety we wszystkich swoich związkach z innymi starają się wykorzystać to co najlepsze w nich samych i w innych” powiedziała Jean Baker Miller, psycholog i założycielka Stone Center for Women’s Studies.

Wykorzystywanie tego, co najlepsze jest właśnie potężną siłą kobiet, w każdej sytuacji, w każdym zmaganiu, a tych kobieta w wieku 35 – 42 napotyka na swej drodze bez liku.

Przyglądając się kobietom na przestrzeni życia, a na tym jego etapie szczególnie, widzę, że to relacja, że to miłość jest tym niewiarygodnym czynnikiem, który może mieć dwojaką moc: rujnującą i budującą, z chwili na chwilę.

Joan Borysenko w „Księdze życia kobiety” GWP mówi, że po okresie skoncentrowania kobiety wokół domu, męża, dzieci, pracy, kiedy to jej kobiece JA jest uśpione i przygniecione hasłem: „całą parą naprzód”, przychodzi czas rozliczenia rozczarowań i niepowodzeń, które wdarły się w jej życie i zagnieździły głęboko pomiędzy radościami, szczęściami, „dumami”…

Dla kobiety w wieku 35 – 42, przychodzi czas ponownego, jak w dojrzewaniu, oszacowania priorytetów. Pojawiają się pytania o wartość, sens życia, znaczenie sukcesu, miarę dobrego życia, o przyszłość i jej kształt. I choć pytania te są naturalną częścią przeszacowania naszego życia to niosą ze sobą ogromny trud zmierzenia się z samą sobą i ze sobą w świecie rodziny, związku, pracy.

Dla mnie był to czas szarpany, spowijany mrokiem, zachodzący mgłą. Niepewność i zakwestionowanie wdzierały się w uporządkowane, napięte do ostatniej sekundy dobre życie, wypełnione codziennymi, licznymi zadaniami. Ciało zdawało się odmawiać służby, nadmiernej, którą serwowałam sobie przez lata w przekonaniu, że tak dobrze wypełniam moją obszerną rolę kobiety. Nagle misja, która mi przeświecała, została odcięta od zasilania. Nic. Zero napędu. Bezwład emocjonalny, fizyczny.

I to pytanie: Jak żyć?

Dla wielu kobiet to czas kryzysu, depresji, nerwic, leków, chorób, dla niektórych pierwszych oznak menopauzy, braku energii, niechęci, wyobcowania.

To czas, gdy do głosu, poprzez stosy aktywności dochodzą wszystkie niezakończone sprawy, nawet te z dzieciństwa, które zdawałoby się już dawno poszły w niepamięć.

A gdy te poszczególne etapy życia nie zostały zwieńczone zamknięciem, to kobieta nie może wejść z całą swą siłą i całą swą świadomością, z docenianymi przez siebie zasobami w nowy etap, w nowy okres dalszego życia. Niedomknięte sprawy uniemożliwiają jej czerpanie satysfakcji z danego momentu. Wciąż wraca ona pamięcią do niezamkniętych spraw, albo zakopuje je tak głęboko, że nieświadomie uwierają, jak wówczas gdy nagle w czasie rozmowy wybuchają irytacją, łzami, rozpaczą.

… wszystko do czasu jednak…

Bo właśnie teraz, na tym etapie życia, kobieta mówi dość! i zaczyna proces walki o siebie, o swój rozwój. Wewnętrzny głos skłania ją do refleksji, do przyjrzenia się relacjom, do weryfikowania, do wybierania, do zmieniania.

A, jak mówi Borysenko „w miarę rozwoju, kobiety stają się bardziej wnikliwe emocjonalnie i coraz trudniej im wytrwać w związkach nieautentycznych”. O te związki jest gotowa kobieta raz jeszcze zawalczyć, raz jeszcze zadbać. Tym razem jednak, na tym etapie życia często jest już gotowa, w swej sile, w swym dążeniu i bogactwie doświadczeń, pożegnać relacje, które jej nie służą, które ją krzywdzą… bo nie chce nic na siłę, bo nie chce nic na niby…

Gdy kobieta już się odbuduje, a wewnątrz siebie ma przecież wszystko by to zrobić. Chęć. Pokorę. Motywację, na początku zewnętrzną w postaci dzieci. Później i wewnętrzną. Ma swój rozwój, swój dobrostan, i wiele odkrywanych „swoich i dla siebie” zagadnień. Nie ogranicza jej nadmierna duma, która każe wypinać pierś do przodu i nie ugiąć się w słabości swej. Potrafi przyznać się do błędu, przeprosić, wybaczyć. Potrafi mierzyć się z uczuciami, stawać z nimi oko w oko.

Tak, gdy już się odbuduje to odkryje, że nie musi być perfekcyjna, wielofunkcyjna, że może odpuścić, zmienić, zaniechać.

To dobry czas dla nas kobiet gdyż odkrywamy siłę kobiecej jedności. Odstępujemy od zazdrości i coraz częściej dostrzegamy siłę wspólnych działań i wzbogacania się nawzajem swoją wyjątkowością i indywidualnością. Odchodzimy od rywalizacji, zawiązujemy przymierza. My kobiety poszukujące, rozwijające się.

Nawet jeśli w tym czasie zagrozi nam samotność, którą nawet w związku zdarza się nam dotkliwie odczuwać, to za chwilę będziemy już wiedziały, że samotność nie musi być naszym wyborem.

To czego doświadczamy, wskazuje nam drogę rozwoju, kierunek, który często wewnętrznym głosem wcześniej już słyszymy, a obawiamy się lub odkładamy na później podążanie za nim.

Kobieta w przedziale wieku 30 plus do 50 plus przechodzi przez swoisty proces samoleczenia: duszy, emocji, relacji z sobą, z innymi. Jeśli go przejdzie to będzie chciała dla dobra wszystkich, dzielić się swymi psychologicznymi i duchowymi zdobyczami z innymi, co za Carlem Jungiem tu przytaczam.

Odchodźmy od krytyki. Wybierajmy dobre relacje, z których każda będzie sprzyjać naszemu zdrowiu. Zmierzajmy do czasu zwanego w „Księdze życia kobiety” TRIADĄ MĄDROŚCI i WARTOŚCI kobiety w średnim wieku: miłości, spokoju umysłu i służby innym. Nie mylcie służby z poświęceniem 🙂

I niech ten czas zakrętu życiowego prowadzi nas do osiągnięcia harmonii, równowagi, uważności, odkrycia swojej kobiecości i siebie-w-stosunku-do-innych, do pięknych i wartościowych, i prawdziwych relacji, relacji pełnych miłości. Dla siebie! I dla każdej bliskiej nam osoby! Dla świata!

…dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane, a „Księgę życia kobiety” Borysenko znajdziecie na http://www.gwp.pl/ Gorąco polecam 🙂 Kornelia 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *