Och! te UCZUCIA!!! Wznoszące. Rujnujące. Każde.

Czym są dla mnie? Codziennością naszą, chcianą bądź nie, przyjmowaną bądź odrzucaną, unoszącą bądź okrutnie rzucającą w otchłań cierpienia.

Po co nam one są? By drogowskazem nam być, by naprowadzać, by do refleksji skłaniać.

Kiedyś myślałam, że uczucia są dobre albo złe i że w życiu chodzi o to, by żyć tak, aby wypełniać każdy dzień jak największą ilością uczuć dobrych, fajnych, przyjemnych.

Dziś wiem, że wszystkie uczucia są dobre i potrzebne, że mają one swoją skalę wysycenia zarówno w kierunku ładunku pozytywnego jak i negatywnego. Kilka lat temu, pod wpływem przewodnictwa duchowego pewnego Mistrza – Pana Tadeusza zaczęłam uzmysławiać sobie kwestie dwubiegunowości uczuć. Czytałam wówczas o kryzysie połowy drogi i o negatywach uczuć, które dochodzą w nas do głosu by rozwijać nas, by pomóc nam zobaczyć siebie prawdziwymi, nieudawanymi, nieidealizowanymi.

Wówczas też moja córka, mająca niespełna 11 lat podzieliła się ze mną swoim widzeniem motywacji. Przyszła do mnie mówiąc, że doskwiera jej motywacja, wprawiając mnie tym w zaskoczenie. Na kolejne moje pytania dopowiadała co to dla niej znaczyło.

Wraz z przyjaciółką dostały się do składu podstawowego drużyny. Czuła ogromne wyróżnienie, uznanie, rosła w niej motywacja. Chciała dorównać umiejętnościami starszym stażem koleżankom. Czuła też ciężar rywalizacji z przyjaciółką. Obawiała się czy ich relacja przetrwa w wyścigu o miejsce w pierwszym składzie. Ta rywalizacja była dla niej przykrym odczuwaniem motywacji. To co zatrzymało mnie i zastanowiło w moim własnym rozumieniu uczuć było jej stwierdzenie kończące tą historię – Mamo, ja wiem, że bez tej przykrej strony motywacji nie miałabym tej dobrej, która pozwala mi dążyć do doskonałości w każdym wykonywanym ćwiczeniu… Potrzebuję i jednej, i drugiej. Poradzę sobie, ale chciałam Ci powiedzieć jak trudne to jest.

Społecznie jesteśmy, czy raczej byliśmy uczeni by to uczucia dostosować do sytuacji a nie by zgodnie z uczuciami znaleźć najlepsze rozeznanie w danej sytuacji. Gdy byłam dzieckiem miałam wpasowywać się w działania innych, nie okazywać niektórych emocji, udawać by nie zrobić przykrości, by nie wprawić w zakłopotanie.

Tak zostaliśmy wyuczeni by oszukiwać rzeczywistość, by zakłócać ją, nadając jej wygodne nam znaczenie… Nie zważając na konsekwencje, na własne zagubienie, zakleszczenie, utknięcie w plątaninie uczuć pomieszanych.

Zadziwienie ogarniało mnie gdy słyszałam, że tiki, lęki, natręctwa, nałogi, kłopoty ze spaniem są często wynikiem nieradzenia sobie z emocjami.  Gdy mnie lęki nawiedzały i słyszałam to o sobie, zaprzeczałam tłumacząc, że musi być inna przyczyna, że ja przecież jestem z tych emocjonalnych. Dopiero na terapii odkryłam, że nie spotykam się ze swoją złością, że wypieram ją uważając wówczas za skrajnie złą. Odrzucając ją traciłam cenne, niezbędne narzędzie do wyznaczania swych granic, do bronienia się.

Dla mnie wówczas złość była narzędziem przemocy w posiadaniu oprawcy. Dziś jest narzędziem wyznaczającym, budującym moje jestestwo! Dziś słucham sygnałów wysyłanych do mnie przez moje ciało i dzięki temu odkrywam nowe obszary – te pełne mocy i te pełne mroku…

Zrozumiałam. Wiem. Akceptuję. Wybieram.

Gdy przychodzi sygnał przykry, dotkliwy, mocny, drżący. Gdy wypełnia mnie boleśnie. Przyjmuję go słowami: ok jesteś, co chcesz mi powiedzieć? co mam odkryć? czemu się przyjrzeć? co przerobić? Spokój, otwartość, czas… przynosi odpowiedzi.

Dziś wiem, że wiele uczuć uwięziłam wieloma różnymi sytuacjami, wieloma doświadczeniami na przestrzeni życia. Uwalniam je stopniowo, krok po kroku, zdarzenie po zdarzeniu, lęk po lęku…

Uwolniłam już trochę, może całkiem sporo: poszła zła złość, puste poczucie winny dźwigane za krzywdy „nie moje”, wstyd fałszywy, skromność niesłuszna, pycha oceniająca innych…. Uwolniłam je i na nowo jako sprzymierzeńców przyjęłam w poczet uczuć, którymi z wdzięcznością i odpowiednio do sytuacji staram się dysponować.

Zostały inne, które warstwa po warstwie odkrywam, demaskuję, weryfikuję i prawdziwie zapisuję… by być w „każdym tu i teraz” prawdziwie, adekwatnie, mocno, w wolności, którą daje prawdziwe odczuwanie.

Dziękuję i zapraszam na kolejne spotkania inspirowane 🙂       Kornelia

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *